20.10.2014

Ciężko się idzie do celu

Porównując moje wcześniejsze zmagania z odchudzaniem z tym co jest teraz, myślę, że w czasach wielorybiej wagi było mi łatwiej chudnąć. Nie musiałam się zbytnio męczyć, by widzieć efekty moich poczynań z dietą. Dzisiaj po 12 godzinach pracy poszłam na basen. Wróciłam niedawno totalnie wyczerpana. Miałam w wodzie takie momenty, w których wydawało mi się, że pójdę na dno, bo zwyczajnie brakowało mi sił, by dopłynąć do brzegu. Zdarzają mi się teraz chwile, w których myślę, iż nie dam sobie rady. Że nie podołam, bo jest trudniej a nie łatwiej. Dziwna sprawa kiedy jestem na prostej drodze do wymarzonego sukcesu. Oczywiście nie poddam się. Mam w sobie taką awersję do otyłości i tak silną motywację, że ciężko byłoby mi wrócić do mojej olbrzymiej ex dupy. Ech, żebym miała taką wytrwałość przy gotowaniu. Dzisiaj z braku chęci zrobiłam sobie na obiad ryż przysmażany bez tłuszczu z keczupem i kawałkami kurczaka. Dla normalnego człowieka to obrzydliwa obrzydliwość, a mnie to nawet smakowało. Wyglądało jak wytwór kloaki, a mimo to zjadłam danie chętnie i cieszyłam się, że ryż ma "jakiś" smak. Nie idźcie moją drogą! ;)


8 komentarzy:

  1. Kurcze, ale jak się jest głodnym to i suchy chleb smakuje! Ja też się na tym ostatnio złapałam, że jak jestem głodna to jem cokolwiek popadnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że ja w ogóle nie odczuwam głodu, jem bo muszę. No, przepraszam, o 7 rano muszę zjeść śniadanie, bo żołądek mi się skręca, później już tylko pilnuję godzin posiłków. Po prostu totalnie przestało mi zależeć na jedzeniu, co nie jest zdrowe i dobre.

      Usuń
  2. twój smazony ryż i tak jest o piętro wyżej niż moja kanapka z guakamole z biedry. mozna go przynajmniej nazwac obiadem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczułam się zajebista jak Gordon Ramsay!

      Usuń
  3. Ja się staram odżywiać racjonalnie, ale szczerze mówiąc średnio mi to wychodzi. Też próbuję pilnować godzin posiłków, z tym też różnie bywa. Nadal brakuje mi motywacji i chęci, w sumie sama nie wiem czemu. I zastanawiam się, czy to się kiedyś zmieni? Czy wróci ta chęć i motywacja dzięki której 6 lat temu zrzuciłam 30 kilogramów? Niestety na razie nie znajduję odpowiedzi. A tyłek jak był wielki tak jest wielki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im później tym gorzej, ja pluję sobie w brodę, że tak późno się za siebie wzięłam. Każdy kolejny dzień otyłości, to dzień rozciągania skóry, obciążania serca oraz układu krwionośnego itd. Nie warto się wyniszczać, nawet jeśli otoczenie akceptuje nasz wygląd i kilogramy.

      Usuń
    2. Powiem Ci, ze znacznie trudniej zabrać się za odchudzanie, jeśli jestem otyła już ponad 25 lat. Ja nie znam innego stanu. I może dlatego brak mi motywacji...

      Usuń
    3. Wiesz co, ja też byłam już tak zagubiona w swoim tłuszczu, że dla mnie otyłość była normą. Normą było patrzenie na sklepy z ładnymi ubraniami przez szybę, normą było zmęczenie i trudności w złapaniu oddechu, normą było zastanawianie się nad tym kto akurat myśli sobie o mnie w sposób niecenzuralny. Pierdzielę takie normy. Teraz jest normalność, wcześniej to był stan choroby, zawieszenia, bólu. Nigdy więcej.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...